Wczoraj na Pszczyńskiej…

Wczoraj na Pszczyńskiej zaliczyłem najbardziej epicki wyścig spod świateł ever. EVER.

Podjeżdżam, patrzę w lewo – typ w Toyocie Prius (notabene w kowbojskim kapeluszu). Normalnie bym pogardził i spojrzał z wyższością, ale że jest, jak jest i siedzę, w czym siedzę myślę dobra, chuj, godny rywal. Siadam na cwaniaka, prowokacyjnie gazuję i kiwam głową, wyrażając gotowość i chcąc odstraszyć rywala. Ku mojemu zdumieniu, hybrydowy Lucky Luke odwazjemnia kiwnięcie. Dobra – it’s on.

Wzrok na światła. Jak się powiedziało A, to nie ma to tamto, trzeba trzymać się konwencji i dowieźć dobre B. Może i jestem mały, ale przynajmniej na paliwo – bring it, frajerze na kalafiory. I tu uwaga, bonus – pełen napięcia patrzę jeszcze na szybko w prawo i nie wierzę – obok mnie na jakimś zdezelowanym skuterze stoi dostawca pizzy z Dominium, który najwyraźniej obczaił całą akcję i teraz macha, że on też się będzie ścigać.

Czaicie klimat? PRIUS vs SMART vs SKUTER Z PIZZĄ. No przecież kuuuuurwa xDD

Nawet nie wiem, kto wygrał, bo to w ogóle przy takich parametrach ciężko stwierdzić – szczerze to nie wiem, czy ktokolwiek poza nami zauważył, że się ścigaliśmy – ale sam fakt zaistnienia takiego zdarzenia był dla mnie awesomeness overload. Tłumy szaleją, ekolodzy wiwatują.

#heheszki #motoryzacja